trudne odejścia

Moderatorzy: wojtek, misia458, Krysia-, WOJTEKZ, GoldAngelo, Boguśka, Grzegorz

pysia34

trudne odejścia

#1

Post autor: pysia34 » śr wrz 29, 2010 08:47

Wczoraj z nieznanej jeszcze dotychczas przyczyny odszedł u mnie po poniedziałkowej wizycie u weta Klemens kolegi Wojtka od lor z Bydgoszczy. Był jego osobistą poapużką którą traktował z żoną jak dziecko i z tego powodu jest to dla nich jak również dla mnie ogromna strata. Klemens miał 4 miesiace i kaszelek który przerodził sie niewiadomo jeszcze w co przy czym płuca i worki powietrzne czyste. Piszę dlatego aby podzielić sie bólem z tymi którzy rozumieją ze odejście ptasiego dziecka może być równie bolesne jak ludzkiego przy tak dużym zaangażowaniu uczuciowym jakie miał Wojtek wraz z żoną Kasią. Na codzień zajmują sie swoim stadem lor (4+młoda) istadem 5 nimf, wroną oraz bardzo wieloma dzikimi ptakami które ludzie im znoszą z całej Bydgoszczy. Chciałabym im podziękować za opiekę nad wszystkimi ptakami i podtrzymać ich w miarę możliwości na duchu w tej stracie która odnieśli po odejściu Klemensa. Prosiła bym o kilka wpisów które pomogą tym zakochanym w ptakach ludziom przejść przez ten trudny czas niemocy żalu czy też obwiniania się za to ze mogło się to potoczyć inaczej. Nie są winni tego odejścia ale ból pozostający po stracie ukochanego ptaszora jest dla nich tak wielki że trudno sobie to wyobrazić.

glizda177
Posty: 604
Rejestracja: pt gru 26, 2008 20:15
Ptaki które hoduję: lora wielka aleksandretty patagonki senegalki żako kakadu
Lokalizacja: dolnośląskie

#2

Post autor: glizda177 » śr wrz 29, 2010 10:11

Miałam nadzieję że klemensik da rade:( niestety nie zawsze możemy pomóc naszym "pierzastym członkom rodziny" .Z całego serca współczuję Wojtkowi i jego rodzinie niestety wiem że to nie przywróci Państwu Waszego członka rodziny,ale może pomorze troszke przejść ten cięzki dla Was czas . Pozostaje tylko umocnić Państwa w tym że zrobiliście dla klamensika wszystko i że jego krótkie życie było otoczone miłością i troską,bo wiem jak traktowaliście swoje ptaszki .Jest mi niezwykle żal bo wiem jak boli odejście( nie zwierzątka) lecz członka rodziny ,którego się kocha i obdarowuje wszystkim co najlepsze . To przykre że nie zawsze możemy pomóc naszym przyjaciołom mimo usilnych starań. Tobie basiu tez współczuje bo wiem jak bardzo się starałaś by dał rade ,i jak mocno i Ciebie to dotknęło .

Awatar użytkownika
wojtek
EKSPERT-HODOWCA
Posty: 1588
Rejestracja: ndz wrz 17, 2006 17:59
Ptaki które hoduję: Senegalki
Lokalizacja: Białystok
Kontakt:

#3

Post autor: wojtek » śr wrz 29, 2010 15:33

Współczuje.
Czy ptak był karmione ręcznie czy wychowany pod rodzicami?
Jeśli nie pomagasz to nie przeszkadzaj.

pysia34

#4

Post autor: pysia34 » śr wrz 29, 2010 16:17

był odebrany po miesiącu rodzicom z uwagi na skubanie przez samicę młodych :-( ja mam drugie młode - Kleopatrę

Awatar użytkownika
wojtek
EKSPERT-HODOWCA
Posty: 1588
Rejestracja: ndz wrz 17, 2006 17:59
Ptaki które hoduję: Senegalki
Lokalizacja: Białystok
Kontakt:

#5

Post autor: wojtek » śr wrz 29, 2010 17:36

Trzeba szukać powodów padnięcia ptaka w karmieniu.
Skubie niech skubie byle karmiła.
Jeśli nie pomagasz to nie przeszkadzaj.

Awatar użytkownika
Al
Posty: 1535
Rejestracja: pt paź 05, 2007 15:30
Ptaki które hoduję: nierozłączki, świergotki, lilianki, modrolotki, nimfy, faliste, drobna egzotyka, barabandy
Lokalizacja: Knurów
Kontakt:

#6

Post autor: Al » śr wrz 29, 2010 18:18

wojtek, Piórka potem odrosną, nie wiem jak u tego gatunku, ale u innych - falek, nimf, młode po wyjściu z budki szybko odzyskiwaly upierzenie.Jak jedynie skubie a nie np. rani młode to chyba lepiej zostawić w budce. Chyba jedynym problemem może być to, że gdy dorośnie też bedzie swoje młode skubać.

pysia34

#7

Post autor: pysia34 » śr wrz 29, 2010 21:36

Klemensik miał 4 miesiące :-( Przyczyna zejścia ziarniniak w tchawicy :-(

Wojtek P.
Posty: 27
Rejestracja: ndz sie 09, 2009 16:07
Ptaki które hoduję: Eclectus Roratus Aruensis , Nimfy
Lokalizacja: WOLICE PAŁUKI
Kontakt:

#8

Post autor: Wojtek P. » czw wrz 30, 2010 12:32

Klemensik zmarł 28 września , 29 ukończyłby 4 miesiące . Był kochanym żywym rozrabiającym stworzonkiem , jednak nie nacieszył się zbyt długo swoim życiem . Kaszel rozpoczął się około 3 tygodni temu , na początku były to sporadyczne kaszlnięcia , jak pamiętam natychmiast zwróciliśmy na to uwagę . Wszyscy weterynarze stawiali na przeziębienie , dostawał antybiotyki , ale nie zauważaliśmy jakiejkolwiek poprawy. Ostatni tydzień przed śmiercią kaszłał co parę minut , weterynarze w Bydgoszczy cały czas stawiali na infekcję dróg oddechowych , przy czym dopiero w ostatni piątek nakazaliśmy pobrać wymaz do badania , zresztą wyników do dnia dzisiejszego nie ma ( dzwoniąc do kliniki we wtorek , już po śmierci Klemensa ) otrzymałem informację od bardzo "grzecznej pani"
cytuję : " kochany panie wyniki będą dopiero za tydzień , laboratorium u nas pracuje tylko od 8 do 15 , ja mówię , że przecież w ciągu dwóch dni można uzyskać wyniki , ona mi na to , że w soboty i niedziele nie pracują , za to pieniądze oczywiście kasują natychmiast.
Zawieźliśmy Klemensika do doktora Piaseckiego do Wrocławia , oczywiście kolejka taka , że prawie nie dało rady wejść do kliniki , dzięki Pysi , doktor przyjął Klemensa praktycznie bez kolejki , po pobrani krwi i zapoznaniu się z historią choroby , postawił diagnozę , że w tchawicy znajduje się jakaś narośl , która utrudnia ptaszkowi oddychanie . Już wtedy nie dawał żadnej nadziei na wyzdrowienie . My mieliśmy jednak nadzieję i nie przyjmowaliśmy do wiadości , że Klemens odejdzie , zresztą do tej pory miseczki Klemensika są cały czas napełniane i czekają na niego. Na drugi dzień około 12 w południe Klemensik odszedł , udusił się biedaczek . Natychmiast dzięki uprzejmości Wojtka meża Pysi, Klemensik został odwieziony na sekcję do Wrocławia. Po sekcji diagnoza doktora Piaseckiego okazała się dokładnie trafna , chociaż miejsce usadowienia się ziarniniaka okazało się nad wyraz złe.
Umiejscowił się na samym końcu tchawicy przy samych płuckach, przy czym jedna strona płuc była całkowicie zakorkowana , druga nie do końca , i tą właśnie stroną Klemensik jeszcze oddychał. Żal do tej pory wielki , czemu spotkało to pisklaka , który dopiero szykował sie do życia , cały czas szukamy odpowiedzi , analizujemy nasze postępowanie z nim , czy aby napewno wszystko zrobiliśmy dobrze , aby Klemensik pożył z nami dłużej .

Aktualnie w budce jest pisklak , wczoraj skończył miesiąc , z obserwacji wynika , że jest to samczyk , który wczoraj intensywnie wystawiał łepek z budki , w tym czasie mama Lorinka go karmiła.
Oczywiście młody samczyk zostanie do końca z matką . Mama lorinka jest bardzo opiekuńcza , doskonale karmi młodego , ale ma tendencję do podskubywania pisklaków. Zdecydowałem jednak , że małego nie wyciągam z budki , zostanie w niej aż sam zdecyduje o wyjściu. Wiem , że nie zastąpi on nam Klemensika , jednak zdecydowaliśmy , że pozostanie z nami.
Ostatnio zmieniony czw wrz 30, 2010 12:37 przez Wojtek P., łącznie zmieniany 1 raz.

pysia34

#9

Post autor: pysia34 » czw wrz 30, 2010 12:36

Witaj Wojtku oby Mały ukoił nieco żal po Klemansiku, choć sama wiem że to niestety będzie bardzo trudne :-(

Awatar użytkownika
beatina
Posty: 39
Rejestracja: czw kwie 01, 2010 10:38
Ptaki które hoduję: łąkówki wspaniałe, kanarki, amadyny wspaniałe
Lokalizacja: Warszawa

#10

Post autor: beatina » czw wrz 30, 2010 12:40

Trzymam kciuki za mlodego, a Wam zycze wytrwalosci i pokonania zalu przeszlosci i odnalezienia pocieszenia w nowym zyciu jakie macie w budce...
Pozdrawiam,
Beata
============================

Awatar użytkownika
wojtek
EKSPERT-HODOWCA
Posty: 1588
Rejestracja: ndz wrz 17, 2006 17:59
Ptaki które hoduję: Senegalki
Lokalizacja: Białystok
Kontakt:

#11

Post autor: wojtek » czw wrz 30, 2010 15:09

Wojtek P. pisze:Po sekcji diagnoza doktora Piaseckiego okazała się dokładnie trafna , chociaż miejsce usadowienia się ziarniniaka okazało się nad wyraz złe.

Czy robił jakiś badania histopatologiczne? Z kąd wiedział,że to ziarniak?
Jeśli nie pomagasz to nie przeszkadzaj.

Wojtek P.
Posty: 27
Rejestracja: ndz sie 09, 2009 16:07
Ptaki które hoduję: Eclectus Roratus Aruensis , Nimfy
Lokalizacja: WOLICE PAŁUKI
Kontakt:

#12

Post autor: Wojtek P. » czw wrz 30, 2010 15:25

Wyniki badań mają być za jakiś czas, cóż powtarzam to co mówił doktor , tak nazwał to paskudztwo , czy tak jest , trudno mi cokolwiek powiedzieć .

Awatar użytkownika
Krysia-
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 1616
Rejestracja: sob wrz 16, 2006 16:06
Ptaki które hoduję: Haszunia i jego heterę
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

#13

Post autor: Krysia- » czw wrz 30, 2010 15:31

Ziarniak to rak górnych dróg oddechowych. Skąd takie paskudztwo u tak młodego pisklęcia ? Szok, szok, szok. Nie, nie musisz odpowiadać na to pytanie bo jest ono czysto retoryczne, bowiem i skąd możesz to wiedzieć :cry: Przypadek raczej jak 1:1000000 albo i wiecej.
Ty tak zakochany w barwnicach, cieszący się z każdych narodzin, dbający o jak najbardziej urozmaicone wyżywienie, chuchający i dmuchający niczym nadopiekuńcza matka, dający podopiecznych innym, a tu ....... Brak nawet słów pocieszenia bo jakie by nie było, to i tak nie zwróci utraconego życia. Ot czasami złośliwe przemijanie ......., którego w naturze nikt by nie zauważył.
Tak jak beatina ja również życzę odnalezienia się i czerpania choć cząstki radości z nowego życia jakie teraz masz WojtkuP w budce.

pysia34

#14

Post autor: pysia34 » czw wrz 30, 2010 18:27

Wyniki histopatologii będą w przyszłym tygodniu, gdyż próbki tkanek zostały wysłane do Niemiec. Jak tylko przyjdą to dam znać. Jednak obrazowo wszystkie organy były w normie. Wyniki zupełnie w normie. Brak przebarwień organów, brak stanu zapalnego. Gdyby nie zatkana tchawica Klemensik niemal tryskał zdrowiem :-(

Awatar użytkownika
Al
Posty: 1535
Rejestracja: pt paź 05, 2007 15:30
Ptaki które hoduję: nierozłączki, świergotki, lilianki, modrolotki, nimfy, faliste, drobna egzotyka, barabandy
Lokalizacja: Knurów
Kontakt:

#15

Post autor: Al » czw wrz 30, 2010 18:40

Tak bywa, nikt nie ponosi winy za jego śmierć, nie wiadomo czy wczesne wykrycie guza pozwoliło by go uratować, Tak niestety jest,że rak atakuje bez względu na wiek.
Ale żal zostaje i myśl czy czegoś nie zaniedbaliśmy.

pysia34

#16

Post autor: pysia34 » pt paź 01, 2010 08:48

Niestety umiejscowienie ziarniniaka utrudniło by diagnostykę nawet we wczesnym stadium-zaciemnienie przez obraz serca, a przewężenie tchawicy uniemożliwiło by usunięcie guza znajdującego sie poniżej jego :-( Nawet we wczesnym stadium nie dało by się nic zrobić :-(

Awatar użytkownika
haaszek
Posty: 474
Rejestracja: czw gru 14, 2006 19:57
Ptaki które hoduję: papużki faliste
Lokalizacja: Jarosław
Kontakt:

#17

Post autor: haaszek » pt paź 01, 2010 10:29

Czy oba pisklaki były tak samo skubane przez matkę? Może samica czuła, że pisklę jest w jakiś sposób nie w porządku i stąd agresja?

Wojtek P.
Posty: 27
Rejestracja: ndz sie 09, 2009 16:07
Ptaki które hoduję: Eclectus Roratus Aruensis , Nimfy
Lokalizacja: WOLICE PAŁUKI
Kontakt:

#18

Post autor: Wojtek P. » pt paź 01, 2010 15:57

Odpowiem może tak: Mama Lorinka jest bardzo , może i za bardzo opiekuńczą samiczką. Pierwszy jej lęg wyglądał tak , że odchowała pisklaka samczyka do końca , dokładnie jak wyglądało skubanie pierwszego malucha nie wiem , jako ,że jeszcze tej pary nie miałem . Natomiast z opowiadania poprzedniego właściciela wiem , że młody samczyk po wyjściu z budki miał tylko delikatnie poskubane "ramiona skrzydełek" , po tygodniu przebywania poza budką wszystko wróciło do normy piórka odrosły i samiczka całkowicie odpuściła podskubywanie.
U mnie mama Lorinka poszła na lęg w kwietniu , po 6 tygodniach wyjąłem samiczkę , która trafiła do Pysi , a po następnym tygodniu wyjąłem samczyka i dokarmiałem go ręcznie. Osobiście niewielę mogę powiedzieć na temat podskubywania młodych , może delikatnie powyrywała mu puszek na "ramionkach" , poza tym wszystko było dobrze .Samica nie wykazuje najmniejszej agresywności w stosunku do pisklaków, przeciwnie , wydaje mi się , że jest nadto opiekuńcza. W tej chwili w budce jest samczyk , 29 września skończył miesiąc
,zaczyna już wykukiwać z budki , postanowiłem go pozostawić aż sam opuści budkę . Jeżeli mama Lorinka pójdzie na oblot , wtedy zobaczę jak upierzenie pisklaka i natychmiast zrobie świeże zdjęcia.
Pisząc ten post , chcę powiedzieć , że samica nie jest agresywna w stosunku do swoich małych. Porobię zdjęcia małego i umieszczę na "garnku" . Ocenicie sami czy jest skubany czy nie .

ODPOWIEDZ

Wróć do „-Pozostałe tematy dotyczące Lory”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość